Wyprawa

Autor: Krzysztof Godek, Gatunek: Poezja, Dodano: 15 lipca 2017, 17:38:48

Zwykłe wyjście przed dom to największa wyprawa.

Zasłonięta oddal. Krótka perspektywa.

Nie czeka tu łup, nie czeka i sława.

Pierwszy krok za drzwi. Oko najpierw na dół.

Kawałek betonu, przykurzona trawa.

Zawsze pomijane w drodze w świat daleki.

Drobne ruchy głową, coś tam się wyjawia,

Wszystko niby blisko, ale żeby dotrzeć,

Osiągnąć i poczuć co się tuż wyprawia

W nikłych poruszeniach, w śladowych objawach

Trzeba dążyć wolno. Krok. Rok. Wzrok. Tok epok.


Przed dom wyjście zwyczajne to wielka wyprawa.

Z zewnątrz widna była przez szkło postać w łóżku,

Dla ptaka, dla łowcy, który nie mógł badać,

Przeniknął by duchem i układem kresek

Przez strukturę szyby, więc, tym bardziej, wkradać

Nie mógł się w ten kosmos, klatka, pudło wnętrza,

Kąty, urządzenia, który nie mógł wstawiać

Szpiczastego dzioba, ostrego, twardego,

Żywych szponów, zresztą byłyby zbyt głośne

Na gładkich płaszczyznach. Przytulna enklawa,

Letniość myśli, oknem obrazów kurzawa.


Z radia od sąsiada podgłośnione brawa

Podczas próby dojścia do pierwszego krzaka.

Srebrna siatka gwiazd, latarni złotawa

Pól, ulic, dróg, ścieżek kraciasta matryca.

Tnąca to co rośnie, wystaje nad równię

O paznokieć, włosek, oglądu otawa.

Grubość liścia skryta przed wzrokiem, pojęciem.

Odwieczne pragnienie i ciągła obawa

Przed spłoszeniem tego co się chce uchwycić.

Wije się, mknie, śliskie, odkształca, wymawia

Od przyjęcia w siebie, od udziału w mowie.

Z ust pościg, mdła, sucha, słodko kwaśna wrzawa,


Bo wyjście przed dom to paląca sprawa.

Bliziutko przed frontem pulsuje już wszechświat.

Gdzie się więcej serca latami zostawia?

Za rogiem na tyłach łodygi, Bóg, strachy.

Za rogiem i w dole bezgłośnie się zbawia

Duch wszelki i ruch niknąc z oka, z myśli,

Wielkich przenikliwych, krwiożerczych i szybkich.

Wyrywa się, biegnie, umyka i chowa,

Mknie w sieć uch igielnych ziemi. Niczym zjawa,

Pełnokrwista, ciepła, dysząca, potliwa.


Nieco dalsza podróż to namiastka słaba

Ruchu, pulsu, wglądu. Pęd w dal to zabiera,

Wszystko w krąg zamiera, w kąty, linie, koła.

Długi postój przed domem to prawdziwa wyprawa.

Rozprostować kości, zrobić parę kroków,

Zasiedzieć się w miejscu, poczuć jak odnawia

Powoli się wiedza najmniejszego drgnięcia,

Równowagi, czucia, parcia i bezwładu.

Wolny popas przed domem to daleka wyprawa.

Bez broni proporcji, tonacji kolorów,

Władzy wyjścia, dojścia i zwornika środka.


Na połeć trawnika, czy to sen, czy jawa,

Króciutkie spojrzenie podczas omijania,

Gdy droga porwała, gdy droga wyławia

Wyciąga, wywabia z toni, treści, życia.

Wgląd w to co otacza chodnika obstawa,

Okrąża i ciśnie, tłamsi i rozmywa,

Uwypukla, deformuje, tnie, wykrawa.

Pośród trawy słupy, ich groza niemrawa.

Ramka krawężnika, obrazka oprawa.

Półżywa natura, śliskich skór wyprawa.

Trudna do pojęcia grubość kartki, płótna.


Codzień wyjście przed dom, przed swój, to podstawa.

Zaprawa, naprawa, wprawa i uprawa.

Nogi są w nogawkach, ramiona w rękawach.

Głowa jest na karku, całość gnie się w stawach.

Jest codzienna kawa. Myśl, zamysł, przyprawa,

Jajko, masło, chleb, z snów, pragnień potrawa.

Kierunków oktawa. Pamięci ustawa.

Widzenia i mowy startowa nastawa.


Powietrza pieniawa, zieleni siklawa,

Podłoża żuława, krwi rdzawawa szczawa,

Serca, płuc dmuchawa. Prawdziwa. Łaskawa.


Zwykłe wyjście przed budynek to daleka wyprawa.

Gdy nogi już drętwe a kark wciąż schylony.

Słabość, bliskość ziemi, codzienna to strawa,

Wywąchana obok, wokół stóp, tuż, w dole.

Oko przy podłożu jak u psa czy kota,

Bliżej ziemi, wagi jej ciężaru. Ława

W kąciku kosmosu, pośród ćmy wszechrzeczy.

Jak na dłoni wszystko co może się zjawiać,

Co jest ziarnem, podstawą, początkiem, powodem.

Posiedzenia w słońcu i na wiatr wystawa.

Ławki ziąb i gorąc, ostatnie popasy,

Suche dłonie, oczy, warga wilgotnawa,

Dłoń i noga, lewa, prawa, lewa, prawa,

Energiczny spokój i radość niemrawa,

Gdzieś, w coś, jakoś, w jutro mozolna przeprawa,

Otwarty nieboskłon, bezkresna murawa,

Kątem oka tylko pod wieczór widnawa.


Wybiegnięcie przed dom to świetna zabawa.

Rączki wszystko chwytają, a niby malutkie.

Naprzód parę choć metrów, choćby i minutkę.

Wystarczy już na zawsze będzie się pojawiać.


Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się